Organizacje na całym świecie wciąż poszukują idealnych rozwiązań służących jak najlepszej współpracy między pracownikami. Inspiracją może być Steve Jobs albo… coach z NBA, twórca sukcesu Chicago Bulls i LA Lakers. 

Współdziałanie, którego celem mają być jak najsprawniejsze procesy, stanowi jeden z filarów efektywnej organizacji. Niezależnie czy chodzi o znoszenie silosów między departamentami, czy powołanie zespołu doraźnego (zadaniowego). W dojrzałej organizacji wszyscy pracownicy świadomi są wspólnych celów, są zaangażowani i zmotywowani, zatem — zdolni do współpracy (wiedzą, że jest to optymalna ścieżka do celu).

Badania, które swego czasu przeprowadził MIT Sloan School of Management wykazały, że na jakość współpracy najbardziej wpływają relacje nieformalne między pracownikami. Im bardziej ludzie dogadują się choćby w czasie lunchu, spotkawszy się w kuchni albo w czasie wolnym, w mieście — tym jakość pracy zespołowej wyższa. Nie sposób bowiem wypracować sztywnych reguł kooperacji, które by zawsze dawały rewelacyjne rezultaty; współpraca zespołowa opiera się na unikalnych gestach, relacjach, emocjach. Nie można ich „zaprogramować” i odgórnie nakazać. Z tego samego powodu dużo ważniejsza jest motywacja w pracy — wspólny cel i zaangażowanie budujące współpracę.

Autonomia pracowników

Co ciekawe, z opracowań przygotowanych przez platformę Good & Co. wynika, że niemal co trzeci (31%) pracownik biurowy źle znosi wyjazdy integracyjne. Woli budować relacje wedle własnych reguł. Przy czym, im zespół większy, tym trudniej o sprawność zespołu i trwałość pewnych więzi łączących pracowników (team spirit). Ważna zatem jest autonomia — stworzenie kultury sprzyjającej nawiązywaniu relacji międzyludzkich; ale o sposobach ich nawiązywania powinni w dużej mierze decydować nie liderzy, lecz członkowie zespołu. Steve Jobs mawiał, że jeśli chcesz przyciągnąć do swojej organizacji najbardziej utalentowanych ludzi, musisz przekazać im kompetencje do podejmowania decyzji (rodzaj autonomii). „Kieruj się ideami, nie hierarchiami” — mówił twórca Apple’a. Co tydzień organizował z szefami zespołów trzygodzinne spotkania, na których mogli wyrażać swoje zdanie, spostrzeżenia, uwagi odnoszące się do całej organizacji (i produktów). Wypracowywano w ten sposób najlepsze rozwiązania — pracownicy mieli pewność dotrzymywania słowa, w ich rękach była decyzyjność, ale i odpowiedzialność. W najlepszych organizacjach wszyscy pracownicy, bez wyjątku, są współodpowiedzialni za realizację celów. Ma to jednak sens, jeśli ludzie mają równocześnie wpływ na procesy w których uczestniczą (wraca więc kwestia autonomii).

Mniejszy zespół, lepszy zespół

Jak udowadniał prof. J. Richard Hackman, psycholog zarządzania z Harvard University,  nadmiar znacząco obniża efektywność pracy zespołowej. Im większy zespół, tym wyższe prawdopodobieństwo, że niektóre z ogniw tego łańcucha będą zawodzić. Poza tym, sprawne zespoły znacznie częściej sięgają po inspirację z zewnątrz niż inne struktury pracownicze. Ich członkowie potrafią nawzajem „napędzać się” i sięgać po zewnętrze źródła, które mogą wykorzystać do własnych celów (np. dobre praktyki z innych organizacji, historyczne doświadczenia macierzystej firmy, analiza danych z otoczenia biznesowego, informacje płynące od klientów itd.).

Przykład idzie od koszykówki

Phil Jackson to legenda NBA. W ciągu dwóch minionych dekad odniósł sukcesy jako coach Chicago Bulls i LA Lakers. Jackson odkrył być może największe talenty w historii koszykówki; to spod jego ręki wyszły takie gwiazdy jak Michael Jordan, Scottie Pippen, Kobe Bryant i Shaquille O’Neal. Jednak sukcesy prowadzonych przez niego zespołów nie opierały się na budowanie zespołu gwiazd. Wbrew obowiązującym wówczas regułom w NBA, Phil Jackson stworzył kulturę organizacyjną opartą na współdziałaniu — nikt nie był lepszy tylko dlatego, że miał status gwiazdy. Wszyscy na parkiecie byli równi sobie i skupieni na wspólnym celu. Takie podejście — nie zespół gwiazd — pozwoliło zbudować i trwale utrzymywać przewagę nad innymi drużynami. Zresztą, historia sportu dostarcza wielu przykładów, że przeładowanie gwiazdami nie działa, a niekiedy szkodzi. W grze zespołowej nie osiągnie się wielkich sukcesów, kiedy wszyscy grają „na lidera”. Czy Portugalia miała większe szanse pokonać Francję w finale Euro 2016, kiedy w zespole był Cristiano Ronaldo? Z pewnością, teoretycznie. Za sprawą przypadku, niefortunnej kontuzji na początku spotkania, gwiazdor Realu Madryt zszedł z boiska. Odpowiedzialność za wynik rozłożyła się na zespół, w którym każdy miał identyczny status. I wspólny cel.

sprawdzam

zobacz komentarze

Wideo

Więcej wideo
Jacek Wronka: Każdy pracownik może mieć wpływ na realizację celów strategicznych firmy
19.10.2016

Jacek Wronka: Każdy pracownik może mieć wpływ na realizację celów strategicznych firmy

0
Przejdź do wpisu