Porzuciła etat w Polsce i wyjechała do Sztokholmu. Po trudnych początkach, ma własną markę i coraz więcej zleceń jako freelancerka.

Trzydziestotrzyletnia Asia Pietrzyk od przeszło czterech lat mieszka w stolicy Szwecji. Skandynawia wydaje się idealnym miejscem dla twórczych i otwartych ludzi. Gospodarka oparta na wiedzy otwiera przed nimi możliwości znacznie większe, niż gdziekolwiek indziej. „W Polsce przez kilka lat pracowałam na etacie, robiąc zresztą coś zupełnie innego. Po wyjeździe do Sztokholmu miałam do wyboru dwa rozwiązania. Albo oprzeć się na własnym CV i spróbować szukać pracy w zawodzie, albo rzucić się na głęboką wodę i zacząć wszystko od początku. Nieciekawa sytuacja na rynku pracy w Szwecji pomogła mi w podjęciu decyzji. Zostałam freelancerką” — wspomina Asia Pietrzyk. W połowie 2013 roku zarejestrowała firmę. Od lat myślała o twórczej pracy, ale nie sądziła, że można żyć zawodowo robiąc coś z prawdziwej pasji.

Trudne początki

Jako największą barierę, z którą przyszło jej się zmierzyć, wspomina uczenie się biznesowego, czy też po prostu komercyjnego, podejścia do dotychczasowego hobby. „Byłam zielona, nie wiedziałam, jak i od czego zacząć. Pomogła mi fantastyczna dziewczyna, którą poznałam w Sztokholmie i z którą zresztą później się zaprzyjaźniłam. Przeprowadziła mnie przez cały formalny proces rejestrowania własnej działalności i wprowadziła w tajniki księgowania. W Polsce ledwie umiałam wypełnić PIT” — mówi.

Niełatwe — jak dziś podkreśla — było wówczas zebranie się w sobie. Nie była do końca przekonana, z czym ma faktycznie do czynienia: czy aby własna działalność to nie szaleństwo. „W mojej rodzinie nie ma przedsiębiorczych tradycji, pewnie stąd brał się mój strach na przykład o nieregularne dochody. Praca na etacie przyzwyczaja niestety do pewnego rodzaju wygodnictwa, przynajmniej tak było w moim przypadku” — wspomina Asia Pietrzyk.

Portfolio w sieci

Jako ilustratorka i graficzka, kieruje swoją ofertę głównie do wydawnictw, portali, agencji reklamowych. Bardzo rzadko zdarzają się klienci spoza branży; jeśli tak, to najczęściej znajomi. „Od roku myślę też o uruchomieniu internetowej sprzedaż własnych printów. Mam pomysł na ciekawy projekt z tym związany” — zdradza. Dziś swoje portfolio i ofertę komunikuje, jak większość twórców, w sieci. Jest kolejnym przykładem, jak internet ułatwia dotarcie początkującym przedsiębiorcom do kontrahentów. W ostatnim czasie skupia się głównie na ilustracjach. Reprezentuje ją amerykańska agencja, pomagając zdobyć interesujące zlecenia: na ilustracje prasowe, okładki do książek albo projekty czysto komercyjne.

— Krzysztof Ratnicyn

 

 
partnerem-merytorycznym2

zobacz komentarze

Wideo