Przykład idzie z góry, wszystko zaczyna się na najwyższych piętrach organizacji. Właśnie dlatego powodzenie biznesu tak bardzo zależy od jakości przywództwa. Sprawdźmy, jak widzi je Jim Collins, guru zarządzania i autor głośnych książek.

Zgodnie ze strategicznym podejściem do lean, jednym z wymogów powodzenia transformacji, jest wypracowanie standardu przywództwa. Mówiąc w dużym skrócie, organizacja odchodzi od etapu rozwoju, w którym rządziła improwizacja zamiast jasnych reguł i procedur. Staje się strukturą, w której nie ma miejsca na doraźne decyzje, „gaszenie pożarów” (— czytaj również: rozmowa z Piotrem Rybotyckim), w której wszystkie procesy są mierzone, a w pierwszej kolejności, członkowie zarządu jednakowo rozumieją misję, wizję i cele strategiczne biznesu.

Tajemniczy pan Smith

Stąd też olbrzymia rola i odpowiedzialność spoczywające na liderach. Jakość przywództwa może wprost przekładać się na wyniki firmy. Najczęściej za wzór stawia się wybitne, nieraz historyczne już postaci, liderów stojących na czele firm, które zdołały osiągnąć ponadprzeciętny i trwały sukces. Jim Collins, jeden z najwybitniejszych teoretyków przywództwa (związany m.in. z Uniwersytetem Stanforda, autor bestsellerów, jak Od dobrego do wielkiego i Wizjonerskie organizacje) — za przykład stawia m.in. Welcha (GE), Dunlapa (Scott Paper) i Gaulta (Rubbermaid). Ale, prezentując zupełnie inny styl przywództwa, Jim Collins przywołuje jako wzorzec Darwina Smitha. Niewielu o nim słyszało. Można go postawić w opozycji do poprzednich nazwisk, choć zdziałał w biznesie niemało. To człowiek, który z upadającej swego czasu firmy Kimberly-Clark, stworzył znakomicie prosperującą organizację, ikonę trwałych wzrostów. Sylwetka Smitha znacząco odbiega od większości przywódców.

Czas na piąty stopień

Collins mówi o nim jako tym, który potrafi dokonać transformacji niezłej firmy w doskonałą, a model przywództwa, który m.in. reprezentuje właśnie Darwin Smith — nazywa przywództwem piątego stopnia.

To zestaw unikatowych cech, a także postawa rzadka w biznesie, choć oczywiście warta przeanalizowania oraz możliwa do powielenia. Zdaniem Collinsa, przywódca piątego stopnia wykazuje się skromnością, a jednocześnie zawodowym zdecydowaniem i odwagą. Inaczej niż najpopularniejsi liderzy, prawdziwe gwiazdy biznesu, przywódca piątego stopnia nie pojawi się na okładkach magazynów. Kiedy kierowana przez niego organizacja zacznie odnosić olbrzymie sukcesy, wszyscy dokoła zaczną się zastanawiać, kto tego dokonał? Dopiero wówczas dostrzegą za jej sterami skromnego, choć twardego przywódcę. Jim Collins swego czasu przebadał pod tym kątem 1450 firm, które choć raz znalazły się w rankingu Fortune 500. Spośród tak licznego grona zdołał wyłowić zaledwie 11 przywódców piątego stopnia.

Najkrócej receptę na taki model przywództwa można przedstawić jako następujący zestaw cech (ponieważ kontrastują z sobą, rzadko mogą być łącznie reprezentowane przez jedną osobę):
— skromność i wola zwyciężania;
— nieśmiałość i niezłomność;
— łagodność i konsekwencja.

Historyczne przykłady

Collins, aby wyjaśnić ten paradoks, wskazuje na wyjątkową postać prezydenta USA Abrahama Lincolna, który miał zdolność stawiania siebie w cieniu, a jednocześnie determinację, aby realizować cel. Henry Adams określił tego przywódcę jako osobę „cichą, łagodną i nieśmiałą”. Inny przykład to Colman Mockler, wieloletni prezes Gilette, który łączył w sobie wolę przezwyciężania wszelkich przeszkód ze skromnością i nieśmiałością. Taką postawą — twierdzi Collins — Mockler paradoksalnie mógł wyprowadzić firmę na prostą i odeprzeć kilka w owym czasie prób przejęcia legendarnej marki.

sprawdzam

zobacz komentarze

Wideo

Więcej wideo